Wakacje we Włoszech

Hej!

Już tęsknię za chwilami, które spędziłam w słonecznym Rimini... Muszę przyznać, że jechałam tam z lekkim stresem. To był pierwszy mój wyjazd za granicę, więc troszkę nie wiedziałam, czego się spodziewać. Jak się okazało, było naprawdę fajnie i gdybym mogła, z całą pewnością zostałabym tam na dłużej. Hotel co prawda nie był najlepszy. Ale brak wilgoci, czy pleśni powodował, że warunki były znośne. Zresztą. Pokój służył tylko do tego, żeby się ogarnąć, przespać, zmienić ubranie i to w zasadzie tyle. Więcej nie było mi do szczęścia potrzebne. Mi nie. Ale innym, którzy razem ze mną pojawili się na tym wyjeździe, nie podobało się to i tamto. W gruncie rzeczy nie przyjechałam, aby pławić się w luksusach, a dobrze bawić i przede wszystkim wypocząć. Kiedy pierwszy raz weszłam do swojego pokoju, postanowiłam nie narzekać, tylko świetnie spędzić czas. Można wręcz powiedzieć, że to było motto mojego wyjazdu.






Pierwsze dni we włoskim Rimini leciały dosyć powoli. Całe dnie spędzaliśmy na plaży, którą opuszczaliśmy tylko po to, aby zjeść obiad i odpocząć. Właściwie, nie każdy musiał chodzić na plażę. Pod tym względem nie było przymusu ze strony opiekunów. Jedyną prośbą pani pilot było to, aby za bardzo nie rozrabiać, a co za tym idzie, nie uprzykrzać życia pracownikom i gościom. Co jeszcze robiliśmy podczas pobytu w miasteczku? Można powiedzieć, że wszystko i nic. Często chodziliśmy do miasta, które zaczynało się na wylocie uliczki naszego hotelu. Na plażę również było bardzo blisko, przez co nawet wieczorami sami zapuszczaliśmy się na spacery, żeby zrobić zdjęcia. I ja tak spacerowałam. Jeśli było odpowiednie towarzystwo lub ktoś, komu po prostu włączył się szwendacz, można było spokojnie iść. Oczywiście całą grupą też chadzaliśmy na jakieś tam spacerki. 

















Nie mogłabym też nie wspomnieć o naszych bardzo zabawnych Włochach. Zarówno Salvadore, jak i Cezaro byli dla nas naprawdę bardzo w porządku. Od samego rana uśmiechnięci, każdego z nas zagadnęli. Salvadore załatwiał nam to i owo, nawet grał z nami w piłkę. Dla mnie najzabawniejsze motywy były, kiedy obydwaj panowie zaczęli powtarzać po nas polskie zwroty. Pierwsza z nich miała miejsce, kiedy Salvadore grał z nami piłką. Wybiłam ją, więc któraś z dziewczyn powiedziała mi, abym po nią poszła, jako, że byłam ostatnią, która odbiła. No więc okej. Jednak wpierw zapytałam: "Czemu ja?" i dopiero wtedy poszłam. Nie zdążyłam się nawet odwrócić, a Salvadore już powtarzał wspomniane: "Czemu ja?" przy tym uśmiechał się, jak gdyby miał głupawkę. Druga z nich przydarzyła się przed wyjazdem sporej grupy obozowiczów do Rzymu. Ni stąd, ni zowąd pojawił się Cezaro no i tak sobie gawędziliśmy. Po angielsku, of course. Bez nauki polskiego w zasadzie się nie nie obyło. Po tych paru minutach rozmowy potrafił powiedzieć "tak" i "nie", a następnego dnia również Salvadore powtarzał owe dwa wyrazy. Wracając do młodszego z chłopaków i naszej rozmowy, w pewnym momencie pojawiła się pani pilot, aby zwrócić nam uwagę, że jesteśmy za głośno. Powiedziała swoje i poszła na górę, a my dalej śmialiśmy się ze wszystkiego. Jednak w pewnym momencie znów było za głośno. Wtedy Cezaro pokazał na swoje usta, potem na górę, a na koniec, że nasza opiekunka nas zastrzeli. Później mówił zdaje się o swoich siostrach. Jego zdaniem są tak rąbnięte, że - i tutaj znów gest - najlepiej strzelić sobie w łeb. Ubaw był normalnie po pachy ;p











Imprezy też były właściwie bardzo ciekawe. Po raz pierwszy w życiu miałam okazję wybrać się na mega beach party, a następnego dnia do klubu. Tam imprezę rozpoczęło karaoke. Wraz z inną grupą z Polski śpiewaliśmy polskie utwory, przy czym było nie mało zabawy. No a potem na parter klubu i dajemy czadu. Było naprawdę bardzo fajnie i żałuję, że nie mogłam zostać tam dłużej. No, ale. Wrócę tam z całą pewnością za rok!


Udostępnij ten post

2 komentarze :

  1. Jezu, nawet nie wiesz, jak ja Ci zazdroszczę :D Też chciałabym lecieć do Włoch :D Po zdjęciach widzę, że ładnie się opaliłaś, poznałaś masę fajnych ludzi - w przyszłości będziesz miała co wspominać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, jestem w domu od zaledwie tygodnia, a wciąż wspominam wyjazd do Rimini... Było naprawdę kapitalnie i marzy mi się, żeby powtórzyć to za rok... :)

      Usuń

* Drogi czytelniku, dziękuję za komentarz!
* Jeśli blog przypadł Ci do gustu, zachęcam do obserwacji!
* W wolnym czasie staram się odwiedzać Wasze blogi!
* Komentarze, które są obraźliwe w stosunku do autorki i czytelników nie będą przeze mnie zatwierdzane!