Liga Światowa 2013

Cześć!

Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić wrażeniami z wczorajszego wyjazdu do katowickiego Spodka. Tak naprawdę, tego wszystkiego nie da się opisać słowami. Żeby poczuć to wszystko, co się tam wczoraj wydarzyło, trzeba było pojawić się przynajmniej w strefie z telebimem.  Mogę opowiadać o tym bardzo, bardzo długo. Śpiewać z całą halą "Zawsze tam, gdzie Ty" dedykowane naszej drużynie to również cudowne uczucie. Zaśpiewać im jedną z piosenek, którą zna się tak naprawdę od dziecka. Jednak nic nie przebije "Mazurka Dąbrowskiego" a'capella. Na długo zapamiętam to, jak zaszkliły mi się oczy i załamał głos. Ale nie przestawałam śpiewać. Włożyłam w hymn całe siły, zresztą jak pozostali kibice. Naprawdę, coś niesamowitego, a zarazem cudownego!




Niektóre momenty w grze naszych panów przyprawiły mnie prawie o zawał serca. Ten smutek, gdy przegrywali aż do 13 przeplatał się z radością, kiedy młócili przeciwnika w kolejnej partii. Spotkanie było naprawdę trudne, ale ta radość, gdy wkopali Stanom Zjednoczonym jest wręcz nie do opisania. Aż skakałam z radości, kiedy 4 set wreszcie dobiegł końca. Czułam, jak serce wali mi z prędkością światła, a na twarz występują kropelki potu. Zupełnie tak, jakbym grała zamiast któregoś z nich. Ale przecież grałam. Każdy z nas grał. Przecież my, kibice jesteśmy siódmym zawodnikiem na boisku. Można nawet powiedzieć, że ósmym. Bo ten siódmy to Arek, który wspierał ich tam z góry.

















Poza tym, odkąd pokonywałam drogę z dworca PKP do Spodka, rozpoczęły się moje poszukiwania wymarzonej koszulki. Sporo czasu zajęło, nim znalazłam odpowiedni stragan, na którym mieli koszulkę Igły. Wiele bym dała, aby na moich łopatkach widniało nazwisko Arka. Teraz jednak ciężko jest dostać koszulkę z jego nazwiskiem. Być może jeszcze kiedyś uda mi się takową zdobyć. Wówczas byłby to unikat, ale póki co, ważne dla mnie jest to, że dzięki temu numerkowi, tej właśnie liczbie pokazałam sobie, że o nim pamiętam. Bo pamiętać będę zawsze.



Spotkanie z kimś, kogo poznało się właściwie podczas pracy w redakcji, również było niesamowite. Ze swoją znajomą pracowałam dosyć krótko, i właściwie nie spodziewałam się, że tak szybko staniemy ze sobą twarzą w twarz. Nie ukrywam, że lubię takie spotkania, bo to zawsze jest niesamowite przeżycie.



Wystarczy obejrzeć mecz w telewizji, aby poczuć emocje, jakie wytwarzają się podczas meczu. Aczkolwiek na dobrą sprawę to tylko namiastka tego, co działo się tam, w Katowicach. Tak długo o tym marzyłam, skrupulatnie składałam swoje oszczędności i wreszcie się udało! Teraz z całą pewnością mogę stwierdzić: marzenia jednak się spełniają!



Spotkanie z kimś, kogo poznało się właściwie podczas pracy w redakcji, również było niesamowite. Ze swoją znajomą pracowałam dosyć krótko, i właściwie nie spodziewałam się, że tak szybko staniemy ze sobą twarzą w twarz. Nie ukrywam, że lubię takie spotkania, bo to zawsze jest niesamowite przeżycie.


A. Byłabym zapomniała. Jak tu nie napisać o towarzystwie w moim rzędzie? Chociaż nie znałam tych ludzi, bawiłam się z nimi świetnie. Nawet zaproponowali, abym poszła sobie na jedno z wolnych miejsc w naszym szeregu, bo na moim właściwym ciągle zasłaniała mi barierka. Na początku aż tak się nie przyglądałam. Dopiero po czasie zauważyłam, że dwa krzesełka w moje prawo siedzi sobowtór Winiara. No, wypisz wymaluj, Michał Winiarski! Gdyby tylko nie miał na nosie okularów, mogłabym się pomylić. Właściwie miałam na końcu języka, aby podzielić się tym spostrzeżeniem, ale jakoś się powstrzymałam. Po co miałam psuć tak cudowną atmosferę? Naprawdę, cudowny, cudowny czas spędziłam wczoraj w Spodku. Będę wspominać wszystko bardzo długo. Zwłaszcza ulewę w drodze do samochodu! :)

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

* Drogi czytelniku, dziękuję za komentarz!
* Jeśli blog przypadł Ci do gustu, zachęcam do obserwacji!
* W wolnym czasie staram się odwiedzać Wasze blogi!
* Komentarze, które są obraźliwe w stosunku do autorki i czytelników nie będą przeze mnie zatwierdzane!