Wisła

Cześć i czołem!
Ostatnio mam nadmiar pomysłów, odnośnie tego bloga i wrażenie, że bywam tutaj zbyt często. No, ale... jeszcze nie dawno narzekałam, iż zaniedbuję stronę. Chyba nic bardziej mylnego. Doba jeszcze się nie skończyła, a ja dodaję już drugi post!:)





Jak minęło Wam niedzielne popołudnie? U mnie to był naprawdę pozytywny czas. Razem z rodziną zrobiliśmy sobie małą wycieczkę do Wisły. Tak. Tej Wisły, która podczas Pucharu Świata w skokach narciarskich jest wręcz przeludniona. Muszę się pochwalić, że nawet odwiedziliśmy skocznię w Malince. W telewizji wydaje się ogromna, ale na żywo jest jeszcze większa. Obiekt robi ogromne wrażenie, a do tego jest wizytówką miasta. Szczerze mówiąc, zdziwiłam się, że istnieje możliwość wjazdu na wieżę. Kiedy byłam tam kilka lat temu, mogłam podziwiać skocznię jedynie z mieszczących się przy niej trybun. Dzisiaj podziwiałam widoki także z drugiej strony. Oprócz tego wieża mieści w sobie całkiem klimatyczną kafejkę, gdzie na jednej ze ścian znajdują się zdjęcia Adama Małysza. Są tam nawet opatrzone autografem narty, czy też kombinezon. I pomyśleć, że tak blisko (bo zaledwie około 40 km od mojej miejscowości) odbywają się imprezy na światowym poziomie i zjeżdżają się najlepsi skoczkowie na całym świecie!











Na samym tarasie wiało niemiłosiernie. Owszem, widoki są naprawdę piękne i robią wrażenie, ale świecące dzisiaj słońce okazało się bardzo złudne. Pogoda coraz częściej daje nam odczuć zbliżającą się wiosnę, ale gdyby ktoś udał się na wieżę bez rękawiczek, dłonie mogły zmarznąć naprawdę solidnie. Ja na szczęście takowe miałam i bardzo się cieszę. Nie tak dawno robiłam zdjęcia w niskiej temperaturze i po jakimś czasie przestałam odczuwać to zimno. Niemniej jednak dłonie marzną mi nawet w ciepłych pomieszczeniach, więc wolę nie tracić tego ciepła bez potrzeby.
Po krótkiej wizycie na skoczni przemieściliśmy się na rynek w celu napełnienia żołądków. Korzystając z okazji namówiłam mamę do odwiedzenia czekoladowego Adama. Kiedy zobaczyłam ten, wykonany ze słodkiej masy, posąg, uznałam, że nie jest podobny do rzeczywistej postaci. Dopiero po jakimś czasie patrzenia na figurę dało się zauważyć podobieństwo. Naszym zwyczajem udaliśmy się na stoisko z oscypkami, a potem do naleśnikarni. Przepyszne były te naleśniki z jagodami. Aż chciało by się zjeść więcej. Niemniej jednak miło spędziliśmy ten dzień. Okej, ja już uciekam. Życzę dobrej nocy i do napisania niebawem!:)




Udostępnij ten post

3 komentarze :

  1. super zdjęcia :)
    zazdroszczę wyjazdu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja niestety nigdy w Wiśle nie byłam, a bardzo bym chciała. Ogólnie lubię jeździć i zwiedzać Polskę, w wakacje czesto robię sobie takie wycieczki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się twój blog ;*
    Obserwujemy ?
    Mam prośbę. Mogłabyś poklikać u mnie w linki przy ostatnim poście ? To dla mnie bardzo ważne ;*
    http://lifestyleourblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

* Drogi czytelniku, dziękuję za komentarz!
* Jeśli blog przypadł Ci do gustu, zachęcam do obserwacji!
* W wolnym czasie staram się odwiedzać Wasze blogi!
* Komentarze, które są obraźliwe w stosunku do autorki i czytelników nie będą przeze mnie zatwierdzane!