Studniówka


Hej!

Zima rozkręciła się na dobre, a przynajmniej w mojej miejscowości. Mróz i śnieg skrzypiący pod butami nie jest niczym nowym, na pewno nie w ostatnich dniach. Ja jednak na krótką chwilę wracam jeszcze do dnia, na który wszyscy czekaliśmy od momentu rozpoczęcia nauki w szkole średniej. Całkiem nie dawno miałam swoją studniówkę, która była naprawdę bardzo udana. Do ostatniego momentu obawiałam się, czy wieczór będzie udany. Jednak dobry humor kolegów z klasy i pozostałych osób udzielił mi się na dobre, a obawy gdzieś zniknęły. Piękny polonez, którego zatańczyliśmy na rozpoczęcie również był wspaniałym przeżyciem. Czuło się tę dumę, magię i takie spełnione marzenie, bo nigdy wcześniej nie miałam okazji zatańczyć właśnie poloneza. Rodzicom też zakręciła się w oku łza wzruszenia, a ja cieszę się, że chcieli przyjść, żeby obejrzeć rozpoczęcie mojej studniówki. 






Jeśli chodzi o przygotowania, w moim przypadku nie były one jakieś szczególne. Sukienkę kupiłam na dzień przed balem, a fryzurę zrobiła moja mama, która zawsze potrafiła pleść różne warkocze, do czego ja nie mam cierpliwości. Od samego początku chciałam kupić małą czarną z możliwością wykorzystania przy innych okazjach. Byłam trochę zaskoczona, że już w drugim sklepie udało mi się znaleźć odpowiednią kreację. Rozmiar również był idealny, dzięki czemu uniknęłam przeróbek u krawcowej i dodatkowych nerwów. Poza tym w szafie leżało już czarne bolerko, a co do butów postawiłam na sprawdzone, letnie koturny. Balerinki również dały się wykorzystać. Niemniej jednak po kilku godzinach zabawy palce u stóp nieźle dawały się we znaki, więc uznałam, że będę bawiła się boso. 






Zdjęcie: foto Aleksandra 

Warto wspomnieć, że nasza studniówka odbywała się na równe 100 dni przed pierwszym egzaminem. Dla niektórych była wyjątkowa, a dla innych stanowiła okazję do dobrej zabawy. Myślę, że w przyszłości z uśmiechem będę wspominała, jak koledzy zaprosili mnie do tańca, a od obrotów kręciło mi się w głowie. Z czasem szybkie piosenki sprawiały, że przerwy na odpoczynek były konieczne. Nie zmieni to jednak faktu, że przez większość czasu z uśmiechami na twarzy tańczyliśmy, nie mając nawet czasu na to, żeby usiąść przy stole. Szczerze mówiąc, dawno nie bawiłam się dobrze, jak na studniówce. Szkoda, że to jedyna taka impreza w życiu! :)

Udostępnij ten post

1 komentarz :

* Drogi czytelniku, dziękuję za komentarz!
* Jeśli blog przypadł Ci do gustu, zachęcam do obserwacji!
* W wolnym czasie staram się odwiedzać Wasze blogi!
* Komentarze, które są obraźliwe w stosunku do autorki i czytelników nie będą przeze mnie zatwierdzane!