Kobiety lubią brąz, czyli walka o trofeum w Dąbrowie Górniczej

Cześć, ludziska!
Mam nadzieję, że Wasza majówka minęła dobrze i udało Wam się trochę odpocząć. Pogoda może nie była najpiękniejsza, ale bywało i gorzej. Ja tym czasem nie będę rozpisywała się o wolnym weekendzie, ponieważ przygotowałam krótką relację z wyjazdu do Dąbrowy Górniczej.

Czwartkowy mecz był drugim w najwyższej klasie rozgrywkowej kobiet i jednocześnie ostatnim, na jaki miałam okazję pojechać w sezonie. Sam pomysł wziął się w naszych głowach dosyć niespodziewanie i szczerze mówiąc, nie wierzyłam, że pojadę aż do momentu, kiedy znalazłam się w busie, który zawiózł mnie do Katowic.




Mimo tego, że hala nie pękała w szwach, mogę powiedzieć, że atmosfera była świetna. Zresztą, jak w wielu innych arenach, które zdarzyło mi się odwiedzić. Z kolei sam mecz - przynajmniej dla mnie - został rozegrany na dobrym poziomie. Gra obydwu drużyn też była wyrównana, co nie jest charakterystyczne dla kobiecej siatkówki. Oglądam mecze już od kilku dobrych lat i spokojnie mogę powiedzieć, że dosyć częstym zjawiskiem jest zdobywanie punktów seriami przez jedną, bądź drugą ekipę.





Dla obydwu drużyn mecz był tym ważniejszy, że jego stawką był brązowy medal na zakończenie rozgrywek. Druga rzecz, o którą toczyła się cała rywalizacja, to możliwość udziału w eliminacjach do Ligi Mistrzyń - prestiżowych rozgrywek europejskich, w których uczestniczą kluby z różnych krajów. Obydwa zespoły chciały więc wygrać. I mimo, że nieco wyżej napisałam o dobrym poziomie zarówno zawodniczek z Dąbrowy, jak i z Wrocławia, to obiektywnie muszę przyznać, że gospodyniom czwartkowego meczu trochę brakowało. Czego? Być może chłodnej głowy, jeśli chodzi o wybory podejmowane na boisku. Mogło brakować również konsekwencji w grze.





Jako, że ten mecz zakończył rywalizację o brązowy medal, po ostatnim gwizdku odbyła się dekoracja zwycięskiej drużyny. Zanim jednak do tego doszło, w zespole z Wrocławia wybuchła fala radości. Były również łzy szczęścia i mnóstwo zdjęć wykonanych przez zawodniczki. Oprócz wspomnianych medali, w ręce kapitana zespołu trafił również puchar. Warto wspomnieć, że drugi trafił do zawodniczek, które to spotkanie przegrały.



Koniec sezonu to także początek zmian, czyli transferów. To okres, którego zdecydowanie nie lubię, bo wielu zawodników i zawodniczek, którzy zyskali sympatię kibiców żegna się z dotychczasowymi zespołami. Wiele decyzji jest też zaskakujących i nie ze wszystkimi kibice chcą lub potrafią się pogodzić. Jednym słowem dla sympatyków siatkówki, najbliższe miesiące będą niewiadomą i oczekiwaniem. 

Pozdrawiam,
Marzena

Udostępnij ten post

3 komentarze :

  1. Robisz coraz lepsze zdjęcia Marzenko :) Musze się kiedyś wybrać na mecz siatkówki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie byłam nigdy na meczu siatkówki, ale takie lepsze jak Mistrzostwa Świata czy Europy lubię oglądać w tv.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, dopiero przy osobie normalnego wzrostu widać jakie te dziewczyny są wysokie.
    Jak udało Ci się dostać tak blisko gwiazd tego meczu? ;)

    OdpowiedzUsuń

* Drogi czytelniku, dziękuję za komentarz!
* Jeśli blog przypadł Ci do gustu, zachęcam do obserwacji!
* W wolnym czasie staram się odwiedzać Wasze blogi!
* Komentarze, które są obraźliwe w stosunku do autorki i czytelników nie będą przeze mnie zatwierdzane!