Światowe Dni Młodzieży

Cześć, kochani!
Długa przerwa w pisaniu z całą pewnością mi się przydała i pozwoliła nabrać weny do dalszego tworzenia. Tak zupełnie poważnie w ostatnim miesiącu sporo się u mnie działo, a mi nie udało się napisać nawet jednego postu. No cóż, mam nadzieję, że wszystko nadrobię. Póki co mam dla Was krótką relację ze Światowych Dni Młodzieży.




Wyjazd na Światowe Dni Młodzieży był dla mnie niesamowitym przeżyciem. Świetnie było znaleźć się wśród milionów młodych z całego świata i razem z nimi się cieszyć. Przez te dwa dni spotkałam się z tyloma uśmiechami, że cała energia zaczęła mi się udzielać i byłam po prostu szczęśliwa, że tam jestem. :)




Doświadczenia z pielgrzymki również były bardzo ciekawe. Po tym, jak dojechaliśmy do Krakowa - Płaszowa, czekał nas ośmiokilometrowy spacer do Brzegów. Oczywiście z całym bagażem i prowiantem, jaki każdy z nas ze sobą zabrał. Zadanie nie należało więc do łatwych, ale kiedy już dotarliśmy, każdy z nas był szczęśliwy i, myślę, że dumny, że doszedł na miejsce. Niemniej jednak myślę, że jeszcze ciekawsze było spanie pod gołym niebem. Zupełnie poważnie mówię, że w sensie dosłownym. W grupie, z którą jechałam nie było nawet jednego namiotu i cieszyliśmy się, bo nie spadła w tym czasie nawet jedna kropelka deszczu.




Być może ktoś z Was miał okazję śledzić transmisję telewizyjną albo osobiście pojawić się w Brzegach. Możecie więc spokojnie wyobrazić sobie, jak rozległy był to teren. Z drugiej strony muszę powiedzieć, że możliwość uczestnictwa w sobotnim czuwaniu i niedzielnej Mszy ułatwiły dobre telebimy i, paradoksalnie,... telefony. To właśnie za pośrednictwem komórek, a dokładniej radia i słuchawek każdy słuchał przemówień papieskich we własnym języku.


Będąc w Brzegach miałam okazję poznać mnóstwo sympatycznych ludzi. Dużą sympatią darzę Włochów, którzy są bardzo otwarci i mają świetną mentalność. Mieliśmy okazję przez kilka minut ze sobą porozmawiać (tu bardzo przydał mi się angielski) i zrobić pamiątkowe zdjęcie. Na zakończenie wyściskali mnie tak, jakbyśmy byli dobrymi przyjaciółmi i dawno się nie widzieliśmy. Takich ludzi bardzo dobrze się wspomina i chciałoby się spotykać zawsze. 



Nasza grupa miała zarezerwowane miejsca na obrzeżach kampusu, stosunkowo daleko od ołtarza. Robiąc zdjęcie Papieżowi Franciszkowi mogłam jedynie posłużyć się kadrem z telebimu, które - jak napisałam wyżej - dawały bardzo ładny obraz, więc właściwie nie ma na co narzekać. Wbrew pozorom dla mnie najważniejsza była sama obecność w tym miejscu. I ta energia, którą zarażali wszyscy wokoło. Przyznam, że chętnie pojechałabym jeszcze raz na taką pielgrzymkę. :)



A może ktoś z Was miał okazję pojechać
do Brzegów?

Pozdrawiam,
Marzena

Udostępnij ten post

3 komentarze :

  1. Miałam okazję być w Brzegach i to było coś niesamowitego! Jeden z najlepszych wyjazdów w moim życiu, wspaniali ludzie, tyle pozytywnej energii w jednym miejscu, aż chce się to powtórzyć :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie miałam okazji, ale za to widziałam Franciszka w Watykanie ;)
    Wow, aż 8 km spaceru? Czy wszyscy sobie z tym mogli poradzić? I z bagażami?

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałem Być n wolontariacie ale się nie udało

    OdpowiedzUsuń

* Drogi czytelniku, dziękuję za komentarz!
* Jeśli blog przypadł Ci do gustu, zachęcam do obserwacji!
* W wolnym czasie staram się odwiedzać Wasze blogi!
* Komentarze, które są obraźliwe w stosunku do autorki i czytelników nie będą przeze mnie zatwierdzane!